Ibuprom | Dla Niepokonanych

X

dla niepokonanych-ironman

wyobraź sobie 3000ludzi w oceanie,wyścig tour de france,maraton w nowym jorku,dodaj to do siebie,a otrzymasz ironman-3,8km/180km/42km.wyzwanie dla niepokonanych

Głosów: 780 64 miejsce w rankingu odsłon profilu: 5584
2009-08-07

KATORŻNIK...

Dzień przed startem w zawodach,mój wyjazd stanął pod wielkim znakiem zapytania.Region,w którym miał odbyć się bieg katorżnika,został nawiedzony przez trąbę powietrzną,było o tym bardzo głośno w telewizji.Po dłułgiej naradzie z żoną zdecydowaliśmy,że ja jadę,a ona zostaje z małą w domu.Po dotarciu na miejsce zawodów odebrałem pakiet startowy i obejrzałem wcześniejszy start.Następnie porobiłem jeszcze kilka fotek koledze,który startował przede mną i rozpocząłem przygotowania do startu.Wiedziałem wcześniej,że trzeba mocno zawiązać buty żeby nie spadły w bagnie,spodnie zakleiłem taśmą klejącą,a na dłoniach miałem rękawiczki by bezpiecznie odgarniać gałęzie.Tak,tak,taką ładną  trasę przygotowali nam organizatorzy,to w końcu bieg katorżnika!!!

Start!!!...Ustawiłem się prawie na samym końcu,ponieważ widziałem wcześniejsze starty i nie chciałem by ktoś wskoczył mi na plecy.Ruszyliśmy...tu doskonale przydało mi się obycie z wod, już po 100 metrach przesunąłem się mocno do przodu.Podczas pokonywania jeziora wysunąłem się na pierwszą pozycję i prowadziłem całą liczącą 200 uczestników stawkę.Dopiero po około 30min.została nas tylko grupka 6 osób,za nami nie było już widać nikogo.Pamiętam,że woda w jeziorze była zimna i myslałem,że jak wskoczymy do bagna będzie trochę cieplej,ale ku mojemu zdziwieniu okazało się,że w bagnie jest lodowata woda,tylko marzyłem o powrocie do jeziora.ha,ha.Na trasie nie zabrakło czołgania,pokomywania rozmaitych  przeszkód w postaci zwalonych drzew,mostków,rur,budynków,itd.

Było swietnie!!!Nie utrzymałem prowadzenia do końca,ale znalazłem się w pierwszej dziesiątce.!!!

2009-08-07

Narodzinowe 21km.

Opis Opis

Był to czas oczekiwania na szczęśliwe rozwiązanie,które zgodnie z planem miało nastąpić dopiero za trzy tygodnie.Żona odpoczywała,a ja szykowałem się do startu w półmaratonie.Miało być profesjonalnie,wszystko spokojnie dobrze przygotowane,ale zamiast wyspania się przed zawodami,"ładowania węgla" itp.było tak : dzień przed startem żona w nocy poimformowała mni, że zaczeło się!!!O 3 nad ranem pojechaliśmy do szpitala i tak o godzinie 11:20 zostałem ojcem!!!Cały dzień był cudowny,ale bardzo męczacy,pełen niesamowitych wrażeń,z tego wszystkiego wróciłem do domu po dwudziestej trzeciej.nie mogłem zbytnio spać,ale to chyba jest zrozumiałe.

Następnego dnia po rozmowie z żoną,miałem motywację by szybko pobiec w półmaratonie by jak najszybciej zobaczyć córeczkę!Ta myśl motywowała mnie przez całą trasę i pomimo oczywistego zmęczenia dałem z siebie wszystko i ukończyłem półmaraton z czasem 1:36:06sek. Z linii mety,nie zatrzymując się ruszyłem od razu do szpitala,gdzie wręczyłem medal mojej kochanej żonie i córeczce,pokazałem koszulkę z napisem jestem TATĄ

2009-08-05

Ślubów kilka...

Po naszych zaręczynach wiedzieliśmy,że chcemy mieć wyjątkowy ślub,który będzie dla nas symbolem.Od razu przyszło nam do głowy jedno miejsce,a mianowicie Majorka,dlatego że właśnie to ona nas dzieliła przez te kilka lat naszej znajomości( moja ukochana jeździła tam na obozy sportowe co roku na około miesiąc).Ja nigdy tam nie byłem.W tym czasie telefony z tęsknoty nagrzewały się niemalże do czerwoności.Tak więc postanowiliśmy powiedzieć sobie sakramentalne tak właśnie na Majorce!Nie było to takie łatwe jak można by sobie pomyśleć,ale dla chcącego nic trudnego!!!

Zaczęło się od ślubu cywilnego,który musiał odbyć się w Polsce i tak też sie stało.Rodzina i znajomi przygotowali nam szereg atrakcji.Najpierw przed urzędem stanu cywilnego musieliśmy pokonać wspólnie nietypową przeszkodę,a mianowicie wejść na motorówkę,podjechać pod urząd i zejść z gracją,a wszystko to w akompaniamencie muzyki naszego dobrego kolegi (dzięki Ci)! Następnie czekał nas uroczysty obiad przygotowany przez rodzinę,było pysznie!Następnie po obiedzie szybko się odświeżylismy by z nową energią dalej świętować ze znajomymi i przyjaciółmi z braci woprowskiej,którzy przygotowali dla nas wiele niespodzianek.Cała wspaniała impreza toczyła się na świeżym powietrzu przy muzyce,śpiewach,tańcu i ognisku.Dziękujemy za wszystko!

Ślub kościelny odbył się na Majorce.Dzięki ogromnemu szczęściu i przeznaczeniu trafiliśmy na niesamowitego księdza,który stworzył cudowną atmosferę i wybrał niesamowite miejsce na ślub.Miejsce to od razu się nam spodobało,wysoko nad miastem,na zboczu góry z pięknym widokiem na morze!W dzień ślubu czuliśmy wielki spokój i  ogromną radość!Cała uroczystość była spełnieniem kolejnych marzeń i udowodnieniem sobie,że jeśli czegoś w życiu się pragnie to można to osiągnąć.W końcu marzenia są po to by je realizować!

2009-08-02

Maraton Frankfurt...

Był to pierwszy tak wielki start w naszym życiu,liczba uczestników sięgnęła około czternastu tysięcy!!!

Zaczęło się jak zwykle od pomysłu,następnie zgłoszenie się i planowanie dojazdu oraz noclegów.Stąd już tylko krok do realizacji i tak kilka dni przed zawodami ruszyliśmy w trasę.Dojechaliśmy bez żadnych kłopotów do miejsca,w którym przenocowaliśmy,by rano dojechać do Frankfurtu i odebrać w biurze zawodów numery startowe!Z tamtąd przeszliśmy na start by obserwować jak rolkarze ruszą do boju.Po nich czas na nas,ustawiliśmy się na miejscu dla biegnących na 4godz.ponieważ nie wiedzieliśmy ile nam zajmie pokonanie tego maratonu.Wreszcie nastąpił start!Ale co to?Nic  się nie dzieje,ludzie jak stali tak stoją???Okazało się, że zanim dotarliśmy do linii startu minęło 8min.,a i wtedy nie przypominało to biegu tylko marsz!Gdy wreszcie się trochę rozluźniło byliśmy w stanie podziwiać organizację zawodów .Na każdym rogu grała muzyka,słychać było doping i śpiewy.Wogóle nie było czuć zmęczenia,kilometry mijały  jak metry,nogi same nas niosły i nawet typowy kryzys maratończyka po 30km.minął bez problemu.Samo wbiegnięcie na metę było niesamowitym przeżyciem,ponieważ meta mieściła się w wielkiej hali,gdzie na ogromnym ekranie ludzie zgromadzeni śledzili zmagania maratończyków.Całą tą drogę do hali biegło się po czerwonym dywanie!!!Potem jeszcze trzeba było się przegrupować,by spokojnie wrócić do naszego lokum,tam spędziliśmy jeszcze jeden dzień i ruszyliśmy do domu.

Zawody te by naprawdę udane,a my przeszczęśliwi,choć moje kochanie przez kilka dni chodziło jak na szczudłach!!! :-)

2009-07-31

Zaręczyny...

Było lato 2006 roku,wreszcie wszystkie okoliczności były sprzyjające bym mógł się oświadczyć mojej ukochanej.Miejsce oświadczyn wybrałem nie przypadkowo,gdyż było to miejsce,w którym po raz pierwszy się zobaczyliśmy.Po uroczystej,rodzinnej kolacji,wszyscy obowiązkowo musieli wejść do wody,nawet babcie nie miały taryfy ulgowej i musiały zanurzyć stopy.Uroczystość trwała do późnego wieczora,wszyscy tańczyli i świetnie się bawili,a my już planowaliśmy ciąg dalszy naszych przygód. 
2009-07-30

KLUB 200km.

Opis Opis

Po sezonie startowym chcieliśmy jakoś uczcić wszystkie sukcesy.W związku z tym wymyśliłem wyprawę rowerową.Długo zastanawialiśmy się  gdzie się wybierzemy i wkońcu padło na Częstochowę.Powodów było kilka.Po pierwsze chcieliśmy podziękować Bogu za udany sezon i za całe szczęście,które na nas spływa.Po drugie Częstochowa była też w odpowiedniej odległości (cały dystans 200km).

Dlaczego właśnie 200km.?To proste,ja nigdy wcześniej nie przejachałem więcej niż 160km,a moja ukochana zbliżyła się bardzo (198km,ale nie było to 200km). Oboje mieliśmy cel i przystąpiliśmy do jego realizacji.Ustaliliśmy dokładną trasę,uzbroiliśmy się w zapasy dętek,jedzenia i picia,wzięliśmy "kasiorę"i telefony i heja w drogę.

Wyruszyliśmy z samego rana,było bardzo ciepło.Do naszej wyprawy dołączyli tata mojej dziewczymy i nasz dobry przyjaciel.Po ujechaniu niespełna 30km.mój przyszły teść wpadł w dziurę w drodze "i zaliczył niezłego szlifa"(tzn.poobdzierał się).Wiadomo polskie drogi :-(  Niestety kraksa była na tyle poważna,że nie mógł kontynuować dalszej wyprawy.Ustaliliśmy,że nie ma sensu rezygnować z wyprawy.Natomiast po niego przyjechała żona.Pod Jasną Górę dotarliśmy już bez przeszkód w niecałe 4:20min.Jednak w powrotną drogę nie poszło już tak gładko.Trzy kilometry od Częstochowy złapałem gumę ,po wymianie złapałem kolejną,sytuacja powtórzyła się pięciokrotnie,aż zabrakło nam zapasów.Na szczęście cała sytuacja miała miejsce w pobliżu zakładu wulkanicznego.Skorzystaliśmy z wielkiej uprzejmości mechanika i w ten sposób mogliśmy ruszyć dalej.Dzień naszej wyprawy okazał się najgorętszym dniem ówczesnego lata.Piliśmy jak smoki i już po 120km.nie mieliśmy,ani picia,ani kasy na nie.W związku z czym skorzystaliśmy z uprzejmości ludzi,którzy nalali nam pysznej,orzeźwiającej wody prosto ze studni.

Gdy dojechaliśmy do domu,poprosiłem moją kochaną dziewczynę żeby mnie walnęła (mocno)jeśli jeszcze raz wpadnę na jakiś "genialny pomysł".Jednak już następnego dnia byliśmy zadowoleni i spełnieni,skorzy do wymyślania nowych wyzwań.W ten oto sposób dołączyliśmy do ludzi,którzy pokonali 200km.na jednym treningu.Jesteśmy w klubie 200km.Hurrra!!!!

2009-07-28

O MIŁOŚĆ TRZEBA DBAĆ!!!

"[...] Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy,we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.[...]"

list do koryntian(1kor13)

Co znaczy dla mnie dbać o moją miłość...nie zapomnieć o niej ani na chwilę,trwać w niej i wszelkimi możliwymi sposobami podsycać ogień namiętności!!!

MOJA WIZYTA W NIEMCZECH...

Moja dziewczyna co sezon(lato)wyjeżdżała do Niemiec startować dla tamtejszego klubu,rozłąka była dla nas istną udręką.Został jeszcze miesiąc do powrotu mojej kochanej,jednak pragnienie ujrzenia jej podsunęło mi szalony pomysł do głowy.W ciągu paru godzin spakowałem się i ruszyłem w daleką podróż.Kilkanaście godzin jazdy autokarem potem jeszcze parę przesiadek na pociąg i autobus miejski i tak o świcie znalazłem się pod domem mojej dziewczyny...ona niczego się nie spodziewała,ponieważ ja odbierając telefony i wysyłajac smsy niczego jej nie powiedziałem.Z samego rana obudziłem ją telefonem i poprosiłem by wyszła nad jezioro,które było krok od jej domu.Ona wyszła i wpadła wprost w moje ramiona!Nigdy nie zapomnę jej radości!Spędziliśmy kilka cudownych dni.

AUTO W KARTECZKACH...

"Post-it." są to takie małe karteczki samoprzylepne,niby takie małe,niby takie nic a jednak...Jak już pewnie zauważyliście uwielbiam zaskakiwać moją dziewczynę.Pewnego dnia gdy wychodziła z basenu czekało na nią jej auto wyklejone całe karteczkami z napisem "kocham cię"!!!W nagrodę zostałem obsypany całusami  :-) 

WALENTYNKI...

Co roku musi być coś orginalnego,coś innego,tym razem było to również coś praktycznego.Byliśmy na sześciomiesięcznych "saksach"w Anglii.Przed powrotem mojej dziewczyny z pracy kupiłem jej profesjonalne siodełko do roweru w kształcie i kolorze serca,idealnie pasujące do jej roweru.Ukryłem je w 100 czerwonych balonach w kształcie serca,które" własno-ustnie" napompowałem,masakrrra!Moja dziewczyna myślał, że niespodzianką walentynkową jest udekorowany pokój.Musiałem jej podpowiedzieć by zanurkowała w baloniki...ha,ha,ha!Gdy znalazła prezent skakała z radości i krzyczała,.że o takim marzyła.

Podobnych dowodów miłości było jeszcze wiele.

O mnie

111ironman-cel

111ironman-cel
Marzenie:

moje marzenie jest o tyle nietypowe,gdyż pragnę ukończyć zawody ironman na hawajach razem z żoną i na upragnionej mecie wyznać jej ponownie miłość!

Tagi:

sport miłość pasja trening marzenia wytrzymałość

Adres bloga:
http://111ironman-cel.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.

Zobacz inne blogi